Upadek.

sobota, 26.września.2009, 16:16
Dziewczyna w czarnych rybaczkach i bluzce wiązanej na szyi stała na przystanku, opierając się o gablotkę z rozkładem jazdy.
Żaden autobus nie przejeżdża już o tej porze.
Była rozdygotana, zarówno z zewnątrz jak i wewnętrznie.
Patrzyła na przypadkowych przechodniów spod kurtyny czarnych włosów, z mieszaniną odrazy i nienawiści. Na przeciwko zatrzymała się taksówka. Spokojnym krokiem podeszła do samochodu i wsiadła.

-Jaki adres, proszę pani? - zapytał uprzejmie łysiejący mężczyzna, patrząc we wsteczne lusterko.
W aucie zapaliła się lampka, a ona pogmerała w kieszeni, szukając karteczki z pochyłym, starannym pismem.
Zniecierpliwiony taksówkarz zacmokał cicho.

-Floriańska 17a...

-To drugi koniec miasta. Ma pani pieniądze?

Oburzona brunetka posłała mu gniewne spojrzenie.

-Wystarczająco, by nie mógł pan wypłacić reszty, więc uznam to za napiwek. Tylko szybko proszę.

Żadno z nich już się nie odezwało.
Zielonooka wyglądała przez szybę na senną ulicę, zalaną październikowym deszczem.
Gdy samochód się zatrzymał, wręczyła dwukrotność tego, co należało się kierowcy i bez słowa wyszła. Spojrzała na dom zbudowany w secesyjnym, eleganckim stylu i porośnięty bluszczem. W oknach pozaciągane były zasłony, ale w salonie paliło się słabe światło.
Położyła dłoń na zimnej, mokrej klamce furtki, ale ta była oczywiście zamknięta.
Z rozdrażnieniem zdjęła buty na obcasach i stanęła bosymi stopkami na chłodnej płycie.
Przerzuciła je przez furtkę, a sama wspięła się i zgrabnie wskoczyła na drugą stronę. Zbliżyła się do drzwi i uchyliła je ze skrzypieniem.
Weszła powoli i zamknęła je za sobą, kładąc buty na miękkim dywanie i idąc bezdźwięcznie w stronę oświetlonego pokoju.
W fotelu, koło stolika z zapaloną lampką siedział chłopak. Wiek ok. 19 lat, brązowe włosy i zamknięte oczy.
Usta miał lekko rozchylone, wyglądał na zlęknionego, ale nie ruszał się.*

-Kto tu jest...? Allura, to ty, kotku? Niemądre zwierzątko... przecież wiesz, gdzie jest jedzenie. Czemu więc hałasujesz?

Głos miał smutny, pobrzmiewała w nim niepewność.

-Nie jestem zwierzęciem... witaj, braciszku.
Minęło wiele lat.

Podeszla do niego bardzo powoli.
On najwyraźniej dopiero analizował sens wypowiedzianych przez nią słów.

-Jak... to...?

Objął dłońmi swe ramiona, kuląc się w fotelu. Spokojnie usiadła na poręczy, gładząc go po policzku.

-Nic się nie bój... teraz o ciebie zadbam, Bell.

Pocałowała go w czoło, tuląc go mocniej do siebie.
Wcisnęła się między niego a poręcz, czując, jak chłopak ufnie się do niej garnie.

-Nie wierzę ci... ale tu jesteś... to może jest sen. Albo mnie okłamujesz. Ale jesteś ciepła. Więc na razie zostań tutaj. - wymruczał szatyn, wtulony w nią mocno.
Brunetka westchnęła i oparła brodę na jego głowie.
Cały drżał, ni to ze strachu, ni zimna. Pamiętała, po co tu przyszła.
Zesłali ją, by zaopiekowała się niewidomym, samotnym chłopcem. Ironiczny był tylko fakt, że Demon nie potrafi się "opiekować". Jednakże opłacało się jej to. Jeśli się spisze, będzie mogla wrócić do Edenu. Tak, to warte zachodu...

-Nie kłamię. Nie oczeku7ję jednak, że od razu mi uwierzysz. Ale teraz będę się tobą zajmowała.
A zacznę od tego, czy jadłeś już cokolwiek na kolację...
Nastrój: Mmm... nie najgorzej.
Kategoria: brak kategorii
tagi: angels



eden


Dodaj do ulubionych
O mnie
Towarzysze

Drużyny

Wioski

{liniki}
Archiwa

2009
wrzesień (1)

Layout

Szablon i HTML wykonała Megami
Pobrano z Fringue
Dopasowany do serwisu Mylog.pl